środa, 7 stycznia 2026

Historia Wrocławia – ciekawostki o mieście jak cebula

Historia Wrocławia i jego ciekawostki to temat, który najlepiej pokazuje, dlaczego miasto nazywane jest miastem-cebulą. Wrocław to miejsce o wielu warstwach historii, kultur i epok, nakładających się na siebie przez setki lat. Każda z nich pozostawiła ślady widoczne do dziś w ulicach, kamienicach i dzielnicach miasta. 

Najstarsza historia Wrocławia związana jest z Ostrowem Tumskim, który był pierwszym centrum osadniczym nad Odrą. To tutaj powstał wczesnośredniowieczny gród, otoczony wałami i palisadami, a także pierwsze kościoły. Choć dziś Ostrów Tumski kojarzy się głównie z zabytkami sakralnymi, pod jego powierzchnią wciąż znajdują się relikty najdawniejszego Wrocławia, ukryte kilka metrów pod ziemią.

Kolejną warstwę tworzy średniowieczny Wrocław jako miasto handlowe. Rynek, sieć ulic i zachowane piwnice kamienic są pozostałością po czasach, gdy miasto było ważnym ośrodkiem kupieckim Europy Środkowej. Wiele z tych piwnic jest starszych niż budynki, które dziś nad nimi stoją. To właśnie tam przez wieki toczyło się codzienne życie mieszkańców, handel i spotkania, których echo przetrwało do naszych czasów.

Przez następne stulecia Wrocław rozwijał się jako miasto niemieckie, co miało ogromny wpływ na jego wygląd. Powstały secesyjne kamienice, reprezentacyjne gmachy publiczne, rozbudowano komunikację miejską i przemysł. Wiele z tych obiektów istnieje do dziś, choć często pełni zupełnie inne funkcje. Dawne fabryki i zakłady przemysłowe stały się przestrzeniami kultury, nauki i rozrywki, zachowując jednak ślady swojej pierwotnej roli.

Jedną z najbardziej dramatycznych warstw historii Wrocławia jest okres drugiej wojny światowej. Oblężenie miasta w 1945 roku doprowadziło do ogromnych zniszczeń, które na trwałe zmieniły jego strukturę. Całe dzielnice zniknęły z mapy, a ich ślady można odnaleźć w postaci parków, pustych placów i nietypowych układów ulic. To warstwa, która często pozostaje niewidoczna, ale wciąż wpływa na wygląd miasta.

Po wojnie rozpoczął się nowy rozdział w dziejach miasta. Wrocław stał się miastem polskim, zasiedlanym przez ludzi przybyłych z różnych stron kraju. Nowi mieszkańcy musieli nauczyć się życia w obcym, zniszczonym mieście i stopniowo nadawali mu nową tożsamość. Zmieniano nazwy ulic, odbudowywano zabytki i wznoszono nowe osiedla, tworząc powojenny krajobraz Wrocławia.

Współczesny Wrocław to kolejna warstwa nakładana na poprzednie. Nowoczesne budynki sąsiadują z historyczną zabudową, a rewitalizacje coraz częściej odsłaniają stare mury i detale architektoniczne zamiast je ukrywać. Miasto stale się zmienia, ale jednocześnie coraz chętniej sięga do swojej przeszłości, traktując ją jako wartość.

Historia Wrocławia najlepiej objawia się w ciekawostkach i detalach, które łatwo przeoczyć. Każda ulica i każda kamienica może być początkiem opowieści o innej epoce. To właśnie dlatego Wrocław można porównać do cebuli, której kolejne warstwy odsłaniają się tylko przed tymi, którzy chcą patrzeć uważniej.

czwartek, 5 września 2024

Obserwatorium meteorologiczne przy ul. Wietrznej. Zapomniana historia odkryta na nowo.



Opowiem Wam świetną historię. Po pewnym czasie odkryłem, że w mojej okolicy istniał bardzo ciekawy obiekt. Przy ul. Wietrznej we Wrocławiu mieściło się dawne obserwatorium meteorologiczne. Jego wpływ na życie miasta był znaczny, a wyposażenie przetrwało do czasów współczesnych. Chcecie poznać ciekawe i sensacyjne fakty odnośnie tego miejsca? Zapraszam do lektury.

Jest takie miejsce na Krzykach (obecnie zabudowane przez szaloną "deweloperkę"), które wydaje się być wyjątkowe. Przeglądając radziecki plan Wrocławia z 17.04.1945 r. z zaznaczoną linią frontu, w moje oko wpadło pewne oznaczenie na mapie, napisane kolorem czerwonym. 

Pod numerem 74 zaznaczona była stacja meteorologiczna. -Co??? Mój okrzyk odciągnął nawet żonę od telewizora. - To znaczy, że pod moim nosem istniało takie cudo? - zadałem sobie już w myślach to pytanie i dreszcz przeszedł mi po całym ciele. Lubię takie historie - lekko zapomniane i przykryte kurzem wspomnień. To zdarzenie z radziecką mapą taktyczną odsłoniło miejsce, już nie istniejące, ale mające bogatą przeszłość. Mowa o Obserwatorium Metereologicznym i Sejsmologicznym (dawne) - Erdbebenwarte Breslau-Krieten.

O to co podaje portal dolny-slask.org.pl:
 
W budynku znajdowały się sensory: sejsmografy Wiecherta - pionowy z wahadłem o wadze 1450 kg i dwuskładowy poziomy z wahadłem o wadze 1000 kg, zapis odbywał się na kopconym papierze. Działalność Obserwatorium zaczyna się gdzieś na początku 1909 roku, ma przerwę w działalności w latach 1916-1928, a funkcjonuje aż do 1945. W późnych latach 30 oraz 1943-45 brak jakichkolwiek informacji.

Sejsmometry były umieszczone w piwnicy willi na przedmieściach Wrocławia. 
Szerokość: 51.0667 N
Długość: 17.0000 E
Wysokość: 125 m
Głębokość: ok. 3 m
 
 
Willa została zniszczona przez artylerię i ogień w 1945 r. Obserwatorium było własnością Technische Hochschule Breslau (ob. Politechnika Wrocławska) ale finansowane w części przez administrację miasta. Początki obserwatorium w roku 1909 wiążą się z Maxem von dem Borne – założycielem. W latach 1928-1943 obserwatorium było kierowane przez Ludgarda Mintropa. Na okres lat 1928-1929 sejsmografy zostały przeniesione na Liebichshohe (ob. Wzgórze Partyzantów) w centrum Wrocławia, prawdopodobnie z powodu jakichś prac budowlanych na stacji.

Dwa sejsmografy Wiecherta zostały wydobyte z ruin w 1945 przez prof. Stenza i prof. Olczaka wraz z pewną ilością archiwalnych papierów z zapisami. Sejsmografy zabrano do RAC gdzie zostały naprawione przez p. Barona. W 1959 r. przekazano je do CHZ gdzie były użytkowane aż do 1984 i gdzie pozostają do dziś. Zapisy na papierze z obserwatorium BRE zaginęły pomiędzy 1959 a 1973 rokiem.
 
Wypalona willa pozostawiona została własnemu losowi aż do wczesnych lat 70, kiedy to z przyczyn bezpieczeństwa została zburzona, a piwnice zasypano ziemia. Obecnie zwarta zabudowa miejska dotarła już do miejsca, gdzie mieściło się obserwatorium i  ta działka została szczelnie zabudowana.

Zdjęcia pochodzą z serwisu fotopolska.eu oraz polska-org.pl


poniedziałek, 30 maja 2022

Wrocławski Program Tramwajowy 2.0. Znamy kierunki rozwoju tras tramwajowych do 2027 r.


Miasto Wrocław pokazało kierunki rozwoju tras tramwajowych do 2027 roku. Najwyższy priorytet uzyskały trasy na Swojczyce, Jagodno, Klecinę, Maślice i do szpitala przy ul. Borowskiej. Jeszcze w tym roku ogłoszony zostanie przetarg na zaprojektowanie trasy na Maślice, a zrealizowanie 5 zadań, wydłuży sieć tramwajową w stolicy Dolnego Śląska o kolejnych około 11 km. Inwestycje zależą od zewnętrznych dofinansowań – Wrocław otrzymał właśnie środki z Polskiego Ładu na realizację trasy autobusowej na Jagodno.

W ciągu ostatnich 3 lat na rozwój komunikacji miejskiej we Wrocławiu przeznaczyliśmy ponad miliard złotych, inwestując w nowy tabor, modernizację dotychczasowego czy poprawę jakości torowisk w mieście w ramach TORYwolucji. Nie możemy zapominać także o budowie dwóch zupełnie nowych linii tramwajowych - na Popowice, którą oddamy już w tym roku i na Nowy Dwór, z której wrocławianie skorzystają w przyszłym roku. Koszt tych inwestycji przekracza 500 mln zł, a przecież przed nami także budowa nowych mostów Chrobrego, po których będzie przebiegała 1,7-km trasa tramwajowa na Swojczyce. To już się dzieje, ale na tym nie chcemy poprzestawać, dlatego podjęliśmy się opracowania planu działań tramwajowych na kolejne lata, pamiętając jednak o tym, że nadal nie znamy szczegółów kolejnej perspektywy unijnej – mówi prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. 

Po realizacji trasy tramwajowej na Popowice, TAT i na Swojczyce Wrocław będzie mógł pochwalić się 101 km tras, dzięki czemu ponad 50% mieszkańców będzie miało przystanek oddalony od miejsca zamieszkania o maksymalnie 500 m (do 7,5 minuty pieszo).  

Dążymy do tego, by tras tramwajowych we Wrocławiu było jeszcze więcej, ale musimy pamiętać, że miasto cały czas się zmienia i rozwija, dlatego do realizacji kolejnych zadań musimy się dobrze przygotować. Stąd powstanie Wrocławskiego Programu Tramwajowego 2.0, który jest odświeżeniem powstałego planu z 2016 roku – dodaje Elżbieta Urbanek, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Transportu UMW.  

Zgodnie z Wrocławskim Programem Tramwajowym z 2016 roku miasto oddało do użytku trasę tramwajową w ulicy Hubskiej, w tym roku zakończy prace w ul. Popowickiej, a w kolejnym na Nowym Dworze. Do końca bieżącego roku opracowany zostanie także projekt trasy tramwajowej na Swojczyce.  


 

Po co Wrocławski Program Tramwajowy 2.0?  

Nowy dokument to świeże podejście do zadań tramwajowych. Przeanalizowaliśmy łącznie 39 tras, biorąc pod uwagę także przebieg wariantowy. Skupiliśmy się na aż 16 kryteriach, m.in. efektywności inwestycji, potencjale pasażerskim, przestrzeni, przyrodzie, organizacji czy kosztach. W wyniku analiz wyłoniliśmy 5 priorytetowych kierunków, które znalazły się w nowym Wrocławskim Programie Tramwajowym 2.0 – mówi Monika Kozłowska-Święconek, dyrektor Biura Zrównoważonej Mobilności UMW.  

Najwyżej punktowane trasy otrzymały rekomendacje, na podstawie których powstała ostateczna lista priorytetów do 2027 roku:
·        Swojczyce;
·        Maślice;
·        Jagodno (Trasa Autobusowa – I etap);
·        Klecina;
·        Szpital Borowska

To nasze priorytety do 2027 roku z perspektywą unijną do rozliczenia do 2030 roku. Już projektujemy trasę na Swojczyce, przystępujemy do realizacji I etapu inwestycji na Jagodno, czyli Trasy Autobusowej, na którą otrzymaliśmy dofinansowanie z Polskiego Ładu, ale również chcemy ogłosić przetarg na zaprojektowanie trasy na Maślice i wierzę, że stanie się to jeszcze w tym roku. Będzie to trasa o długości 3,2 km, z 9 parami przystanków, biegnąca od Tarczyński Arena do planowanej pętli przy linii kolejowej 273. Dzięki realizacji tej inwestycji aż 11 tysięcy osób zyska dostęp w odległości 500 m do przystanku tramwajowego. A dzięki parkingom P&R i odpowiedniej integracji z autobusami, trasa tramwajowa na Maślice będzie także nową ofertą komunikacyjną dla Stabłowic i Pracz Odrzańskich – mówi prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.  

Zrealizowanie 5 zadań tramwajowych, które znalazły się planie inwestycji wydłuży sieć o kolejnych około 11 km, a mieszkańcy osiedli zyskają dostępność do kolejnych 26 par przystanków. Połowa mieszkańców będzie miała komfortową dostępność do tramwajów (500 m do najbliższego przystanku).  

Trzeba jednak jasno podkreślić, że budowa samych tras tramwajowych to nie wszystko. Potrzebny jest komfortowy tabor, infrastruktura towarzysząca, czyli np. kolejne zajezdnie czy środki na realizację pracy przewozowej. Dlatego przy planowaniu rozwoju sieci tramwajowej, pod uwagę należy brać wszystkie aspekty finansowe. Szacowany koszt realizacji 5 zadań z naszego planu wraz z nowym taborem, to ponad 600 mln zł, przy czym z uwagi na obecną sytuację gospodarczą, koszty mogą znacząco wzrosnąć – dodaje prezydent Wrocławia.  

Plan szacuje także zapotrzebowanie na tabor tramwajowy, przy czym obsługa Swojczyc może być zapewniona z obecnych planów zakupowych MPK, z kolei na Maślice, Borowską i Klecinę potrzebnych będzie dodatkowych 14 tramwajów.  

Finansowanie  

Do realizacji wszystkich pięciu kierunków miasto będzie starało się o unijne dofinansowanie. Już teraz trasy na Swojczyce, Maślice i Jagodno zostały zgłoszone do KPO, Dolnośląskiego Ładu i Programu Inwestycji Strategicznych, a przed samorządami także nowa perspektywa unijna i nowe programy dla miast.  

Staraliśmy się przedstawić plan, który przede wszystkim jest odpowiednio zaplanowany i możliwy do realizacji. Po pierwsze, nie możemy całkowicie sparaliżować miasta, a po drugie, musimy uwzględniać też inne potrzeby mieszkańców, czyli tym samym odpowiednio gospodarować środkami. Dodatkowo myślimy także o przyszłych kosztach utrzymania i eksploatacji miasta, a przecież wzrost liczby pociągokilometrów, miejsc w zajezdniach, kapitału ludzkiego czy utrzymania taboru będzie wzrastał – dodaje Elżbieta Urbanek.  

Raport, który w całości dostępny jest na oficjalnej stronie miasta www.wroclaw.pl,  zawiera również m.in. zestaw podstawowych wytycznych oraz standardów dotyczących projektowania tras, przystanków czy pętli tramwajowych, które powinny być każdorazowo uwzględnione przy tworzeniu koncepcji i projektów. Znajdziemy tam także schematy trasy tramwajowej, które można wykorzystać przy projektowaniu na trasach lub ich fragmentach w zależności od lokalizacji.

 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rozważania adwentowe 2016

"Byliśmy wielcy, byliśmy pewni...

Opierając się codziennej rutynie nie zwątpiliśmy. To co wydawało się tak dalekie i nierzeczywiste stało się realne. Po tylu latach właściwej egzystencji odebrano nam to co ważne.

Zastanawiając się nad złożonymi procesami życia często uciekają nam sprawy prozaiczne. Upiory dawnych lat tylko czekają, żeby w odpowiedniej chwili wbić ostrze w nasze serce. I tak było tym razem. Jedna osoba zapoczątkowała niezrozumiały łańcuch wydarzeń. Doprowadził on do kryzysu tak wielkiego, że tylko siła najwyższa mogła zmienić bieg wydarzeń.

Zawiązano spisek mający na celu zniszczenie mojej osoby. Chciano zniszczyć wypracowane relacje. Zagłuszyć odwieczne dążenie do prawdy. Aby przeciwdziałać, poświęciłem na ołtarzu sprawiedliwości wszystko co miałem najcenniejsze. Teraz tylko historia to oceni.

Nigdy się nie poddamy, nigdy. I na koniec, najlepszą rzeczą, jaką o nas będą mogli powiedzieć, to to, że udało nam się wytrwać."

wtorek, 6 grudnia 2016

Lidia Wysocka - romansowała z Adolfem Hitlerem?

źródło: encyklopedia.szczecin.pl
Lidia Wysocka (ur. 24 czerwca 1916 w Rogaczewie, zm. 2 stycznia 2006 w Warszawie) – polska aktorka, piosenkarka, a także reżyser teatralny. Założycielka, reżyser, kierownik artystyczny i artystka Kabaretu Wagabunda (1956–1968).

Dlaczego zapamiętano ją nie tylko z teatralnych występów? 

W 1935 zadebiutowała na srebrnym ekranie główną rolą w filmie Kochaj tylko mnie u boku Witolda Zacharewicza i Kazimierza Junoszy-Stępowskiego. Rok później (1936) ukończyła studia w warszawskim Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej. Jej debiut sceniczny nastąpił w Teatrze Polskim w Warszawie w 1936. Z powodzeniem występowała w filmie, teatrze i w radiu, zarówno przedwojennym jak i powojennym - w szerokim wachlarzu tematycznym: od dramatu po farsę.

W czasie drugiej wojny światowej więziona przez Gestapo na Pawiaku jako zakładniczka w ramach hitlerowskiej akcji odwetowej za likwidację przez polskie podziemie agenta niemieckiego wywiadu, Igo Syma (który partnerował jej w Złotej masce). Podobnie jak jej koledzy i koleżanki bojkotowała kontrolowany przez Niemców teatr. Pracowała jako kelnerka (w kawiarni „Na antresoli”). W latach 1940-1944 występowała w warszawskim teatrzyku Na Antresoli. Odmówiła propozycji niemieckich filmowców z UFA. Mimo tej odmowy, jak pisze serwis film.onet.pl: "plotki o jej rzekomym romansie z Adolfem Hitlerem prędko rozeszły się po okupowanej Warszawie. Mówiono, że jest ulubienica Hitlera, który pragnie zrobić z niej międzynarodową gwiazdę. Nieprawdziwe informacje zaszkodziły karierze polskiej aktorki. Po latach wyznała, że nigdy nic nie łączyło ją z Adolfem Hitlerem, a cała sytuacja z domniemanym romansem była wyssana z palca."

Na przełomie lat 1980/1990 występowała na antenie Programu I z felietonami własnego autorstwa Rozmowy o piosence, w których poruszała aktualne tematy kulturalne.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Miłosierdzie Boże to nie wszystko. Pamiętaj o Sprawiedliwości!

Niedziela Miłosierdzia Bożego. Przeżywaliśmy ją niedawno. Na pewno trzeba ufać Bożemu Miłosierdziu, ale nie można zapominać, że Bóg to też Sędzia Sprawiedliwy. Zapraszam do lektury.
 
W ostatnich miesiącach sporo jest dyskusji nt. „miłosierdzia”, zwłaszcza „Bożego miłosierdzia”.
Oto kilka typowych pytań, które padają podczas takich dyskusji:
Czy Boże przymioty są takie same jak przymioty człowieka?
Czy któryś spośród Bożych przymiotów jest największy, jeśli tak, czy jest to miłosierdzie?
Czy Boże słowa w Biblii dotyczące miłosierdzia mogą „przebić”, unieważnić czy zaprzeczyć innym Bożym słowom?
Czy Boże słowa dotyczące miłosierdzia zaprzeczają Jego słowom dotyczącym sądu?
Czy słowa Pana Jezusa dotyczące miłosierdzia anulują te o owcach, kozłach i piekle?
Czy ktokolwiek, choćby penitent, może kontynuować życie w grzechu ponieważ Bóg jest miłosierny?
Czy spowiednicy mają święty obowiązek informowania penitenta, że dobrze uformowane sumienie nie może zawierać poglądu, że można pozostawać w grzechu, nawet wyznanym na spowiedzi - „ponieważ Bóg jest miłosierny”?
Nie jest niczym zaskakującym, że w historii Kościoła podobne pytania pojawiały się już w przeszłości. Niektórzy uczniowie Orygenesa z Aleksandrii (185 A.D. – 232 A.D.) podtrzymywali pogląd, który znany był później jako herezja „uniwersalizmu”, że wszyscy ludzie będą zbawieni przez miłosierdzie Boże i że Bóg, który jest miłosierny, nikogo nie skaże na wieczne potępienie. Niektórzy, na podstawie pewnych fragmentów pism Orygenesa twierdzą, że sam Orygenes również opowiadał się za jakąś formą „uniwersalizmu” np. w swojej pracy „O zasadach” („De principia”), w komentarzu do Listu do Efezjan 1, 9-10 pisze:
 
„…które zamierzał w Chrystusie, aby się stały, kiedy czas osiągnie swoją pełnię – aby wszystkie rzeczy na ziemi i w niebie zgromadzić razem pod jedną głową, jednym Chrystusem…”
Orygenes próbował wyjaśnić jak to będzie możliwe i doszedł do sugestii, że – ostatecznie – nawet sam diabeł może być zbawiony:
 
„…którzy zwani są diabłem i jego aniołami… po poddaniu cięższym i sroższym karom… udoskonaleni przez tę srogą metodę kształcenia, są odnawiani… i dlatego zmierzają przez każdy stan do coraz doskonalszej formy, osiągając nawet tę, która jest niewidzialna i wieczna…”
 
Jednym z pierwszych Ojców Kościoła, który odniósł się do uniwersalizmu czy herezji „miłosierdzia” był św. Ireneusz (zm. 202 A.D.), w swoim dziele „Przeciw herezjom”, które zasadniczo odnosiło się do herezji gnostycyzmu, jednak poruszało również problemy innych herezji. Bez nazywania tego wprost „herezją miłosierdzia”, tym którzy twierdzili, że Boże miłosierdzie upewnia nas, że wszyscy pójdą do nieba, Ireneusz odpowiedział, że tworzą sobie innego boga, boga, który nie jest Bogiem Biblii, boga, który nie objawił się w osobie Jezusa Chrystusa:
 
„Ci udowadniają, że są bezrozumni, którzy wyolbrzymiają miłosierdzie Chrystusa, ale nic nie mówią na temat sądu, i patrzą jedynie na obfitą łaskę Nowego Testamentu; ale, zapominając o większym stopniu doskonałości, którego on od nas wymaga, usiłują wykazać, że istnieje jakiś inny bóg poza Tym, który stworzył świat” („Przeciw herezjom” 4:28).
 
„…starsi wskazywali, że ci są pozbawieni rozumu, którzy, dowodząc na podstawie doświadczenia tych, którzy wcześniej nie byli posłuszni Bogu, usiłują przedstawić nam inny obraz Ojca…” (tamże).
Ireneusz zauważa, że ci bezrozumni heretycy skupiają się tylko na tym, co Pan Jezus uczynił „współczując grzesznikom”, ignorują jednak „Jego sąd”.
 
Dodatkowo Ireneusz mówi również, że ci, którzy przedstawiają Boże miłosierdzie jako najważniejszą wartość, czy przymiot, anulujący grzechy, w rzeczywistości oskarżają Pana Jezusa, mogącego posłać grzesznika w ogień piekielny, o to, że nie jest najlepszym możliwym bogiem. Ireneusz wskazuje, że ci heretycy oskarżają Pana Jezusa, który sądzi grzeszników, o to, że nie jest – parafrazując znane powiedzenie – „tym wszystkim, czym mógłby być”.
 
„Bo ci sami heretycy wcześniej już wspomniani odpadli od wspólnoty przez oskarżanie Boga, w którego – jak twierdzą – wierzą”.
 
Ireneusz upewnia, że „… Bóg sądzi na wieczność tych, których sądzi, a uwalnia na wieczność tych, których uwalnia… Bo komu Pan powie: „"Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” ci będą potępieni na wieczność, a komu powie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!” – ci otrzymają królestwo na wieczność i będą czynić w nim stały postęp; jako że Bóg Ojciec i Jego Słowo są jedno, a Jego Słowo było zawsze obecne wśród ludzi na różne sposoby, dokonując wielu rzeczy, i zbawia od początku tych, którzy są zbawieni (bo ci są, których kocha Bóg, i podążają za Słowem Bożym według zakonu, do którego należą), a osądza tych, którzy są osądzeni, to jest tych, którzy zapominają o Bogu, bluźnierców i wiarołomców Jego Słowa” (tamże).
„Bóg skaże duchowe siły nikczemności, wiarołomnych aniołów, którzy zostali odstępcami, a także bezbożników, niesprawiedliwych, rozwiązłych i bluźnierców spośród ludzi na wieczny ogień” („Przeciw herezjom” 1:10:1).
 
Co do tych, którzy nauczają i rozpowszechniają herezję „miłosierdzia”, lub każdą inną herezję, Ireneusz naucza, że będą cierpieć i „pozostaną pośród tych w piekle”. A potem kontynuuje: „ Należy także z podejrzliwością podchodzić do tych, którzy porzuciwszy pierwotną wiarę (sukcesję), gromadzą się razem w jakimś innym miejscu, patrzeć na nich należy albo jako na heretyków o przewrotnych umysłach albo jako nadętych schizmatyków oddanych własnej przyjemności lub jako hipokrytów działających dla własnej chwały lub mamony. Ci wszyscy porzucili prawdę. I heretycy, w istocie przynoszący dziwny ogień do ołtarza Boga – a konkretnie dziwne doktryny – ci będą spaleni prze ogień z nieba, tak jak to stało się z Nadabem i Abihu (Księga Kapłańska 10, 1-2). Tacy, jako że powstają przeciw prawdzie i nawołują innych przeciw Kościołowi Boga, dołączą do tych, którzy są w piekle (apud inferos), zapadną się w ziemię w wyniku trzęsienia ziemi, tak jak ci, którzy byli z Korachem, Datanem i Abiramem (Księga Liczb 16,33). Ale ci, którzy wprowadzają rozłamy i rozdzierają jedność Kościoła, zostaną ukarani prze Boga tą samą karą jaką dostał Jeroboam.
(„Przeciw herezjom” Księga 4, rozdział 26, punkt 2)(http://www.newadvent.org/fathers/0103426.htm)
 
Człowiek może być kochający, ale – na przykład – niski i nie uzdolniony artystycznie albo sportowo; w takim przypadku prawidłowe będzie zdanie, że największym atutem tego człowieka jest jego zdolność kochania. Ale Bóg jest NIEZŁOŻONY (PROSTY); nie składa się z jakichś części, aspektów, cech, atrybutów czy właściwości jak ludzie. Powiedzieć, że Bóg jest dobry, albo wszechmocny, albo miłosierny, używając naszych ludzkich pojęć, znaczy dokładnie to samo, co powiedzieć, że „Bóg jest Bogiem”. Teologicznie nie ma żadnego sensu stwierdzenie: „Ze wszystkich Bożych przymiotów miłosierdzie jest największe, większe niż miłość, sprawiedliwość czy ____________(tu wstaw dowolny przymiot Boży).
 
Święty Ireneusz mówi nam, że tak jak błędem jest twierdzić, że wszyscy jesteśmy skazani na piekło czy czyściec aż do Sądu Ostatecznego, ponieważ największym atrybutem Bożym jest Sprawiedliwość (czy Jego gniew), tak błędem jest twierdzenie, jakoby wszyscy ludzie szli do nieba, ponieważ Bóg jest miłosierny. Mówi też, że skupianie się na tylko jednym przymiocie Boga, podczas gdy ignoruje się pozostałe, może prowadzić do sprzeczności na różnych poziomach Bożego Objawienia. Według św. Ireneusza taki błąd prowadzi do stworzenia sobie swojego boga, który nie jest Bogiem Biblii, do stworzenia sobie zbawiciela, którym nie jest Jezus Chrystus Ewangelii.
 

środa, 7 października 2015

UNICEF: od 1989 roku ubyło w Polsce ponad 4 miliony dzieci

Od 1989 roku liczba dzieci w Polsce zmniejszyła się o ponad 4 miliony - z 11-stu do 7 milionów obecnie. Takie dane podaje UNICEF w otwartym dziś serwisie informacyjnym "DzieciwPolsce.pl ". Według publikacji tej organizacji, powodem malejącej liczby dzieci są procesy demograficzne.

Ewa Falkowska z UNICEF Polska podkreśla, że nasz kraj jest w ostatniej trójce w Unii Europejskiej pod względem dzietności kobiet w wieku od 19 do 49 roku życia. Jak mówi - jest to wynikiem procesów społecznych, ekonomicznych i kulturowych. W Polsce zdolność do naturalnej zastępowalności pokoleń straciliśmy po 1989 roku. Od tamtej pory współczynnik dzietności jest coraz mniejszy. 25 lat temu wynosił ponad dwoje dzieci na kobietę a obecnie poniżej 1,3 . Słabsze wskaźniki dzietności od Polski są tylko w Portugalii i Hiszpanii. Wzorem mogą być natomiast takie kraje jak: Francja, Irlandia, Szwecja czy Wielka Brytania.
 
W serwisie "DzieciwPolsce.pl" można też znaleźć dane statystyczne na temat ubóstwa dzieci, opieki zdrowotnej, edukacji opieki przedszkolnej i żłobkowej nad dziećmi.
Agnieszka Tylusiewicz- Pacek z UNICEF Polska zapewnia, że serwis będzie zawierał informacje uaktualniane co pół roku, będzie też uzupełniany o nowe dziedziny dotyczące życia dzieci. Mają pojawić się między innymi kompleksowe informacje o niepełnosprawności dzieci i o problemach dzieci - cudzoziemców, co jest tematem szczególnie aktualnym.
 
UNICEF w Polsce chce zachęcić rząd do kompleksowego spojrzenia na problemy dzieci i utworzenia strategii na rzecz najmłodszych członków społeczeństwa.
 
UNICEF zamierza serwisem "DzieciwPolsce.pl" zainteresować także organizacje pozarządowe, media, instytucje naukowe, a także samorządy.

źródło: IAR Bożena Falkowska/K.P. 

środa, 16 września 2015

Pidżama Porno powraca do Wrocławia!

Po niezwykle udanym koncercie w ramach 3-Majówki 2015 Pidżama Porno powraca do Wrocławia! Grabaż z zespołem wystąpią 11 października w klubie Eter przy ul. Kazimierza Wielkiego 19.

Zespół Pidżama Porno powstał w 1987 roku z inicjatywy Krzysztofa Grabowskiego i Andrzeja Kozakiewicza, a  debiutował podczas jarocińskiego festiwalu. Pomimo przerw w działalności zespołu, Pidżama nieprzerwanie  cieszy się ogromną sympatią fanów, a po 2007 roku, kiedy zespół zawiesił działalność, każdy koncert urasta do  rangi wydarzenia. Ciężko wymienić najważniejsze albumy w dorobku grupy, ponieważ każde wydawnictwo Pidżamy  zapisało się w historii polskiej muzyki rockowej – od wczesnych albumów ”Ulice Jak Stygmaty" czy "Futurista",  przez pierwszy wydany przez S.P. Records krążek „Złodzieje Zapalniczek”, przebojowy "Styropian", rewelacyjną  „Marhef w Butonierce” i ostatni – „Bułgarskie centrum”.

Pidżama Porno wróciła do regularnego koncertowania po ubiegłorocznym benefisie „Grabaż 30” na scenie Jarocin  Festiwalu 2014. W ramach trasy świętującej powrót Pidżamy muzycy wystąpili przy rekordowej frekwencji na  festiwalu 3- Majówka 2015 na wrocławskiej Pergoli.

Teraz przyszedł czas na klubową odsłonę Pidżamy Porno.

11.10.15 godz.19.00 Klub Eter, ul. Kazimierza Wielkiego 19

wROCKfest.pl prezentuje:   

PIDŻAMA PORNO

60 zł – przedsprzedaż, 70 zł – w dniu koncertu

miejsca siedzące (balkon): 75 zł

piątek, 23 stycznia 2015

Wracają pociągi na Dworzec Świebodzki

Stało się! Szybki telefon od znajomego - Ty wiesz, że wracają pociągi na Dworzec Świebodzki? Szybsze tętno, święcące oczy i uśmiech na twarzy. No nareszcie - pomyślałem. Kolega nie trzymał mnie długo w błogiej nieświadomości i szybko dodał, że chodzi o kolej, ale w skali mikro. Duża radość okazała się przedwczesna, ale pojawiła się nadzieja, że jest to kolejny krok w dobrą stronę. A poniżej informacja, którą przekazał mój dobry znajomy dowcipniś.

26 stycznia na dworzec Wrocław Świebodzki wrócą pociągi. O 12:00 pierwsi goście zobaczą największą w Polsce makietę kolejową.

Makieta w skali 1:22,5 zajmuje przestrzeń ok. 150 metrów kwadratowych i wręcz przytłacza poziomem szczegółowości prezentowanych elementów. Są tam doskonale odwzorowane lokalizacje charakterystyczne dla Dolnego Śląska (m. in Wrocławski Rynek i Dworzec Świebodzki, kolejka górska na Śnieżkę) a także tramwaje, mosty, wiadukty i oczywiście pociągi. Niecodzienny eksponat został stworzony przez pasjonatów z grupy Kolejkowo. 12 modelarzy pracowało nad nią przez dwa lata poświęcając na to łącznie ok. 60.000 roboczogodzin.

– Makieta składa się z prawie 100 stworzonych przez nas budowli. Niemal wszystko co zobaczycie jest wykonywane i malowane ręcznie. Każdy element, poczynając od okien, poprzez literki, na tralkach kończąc zrobiliśmy sami. Kiedy już skończyliśmy przygotowanie poszczególnych elementów, zajęliśmy się ustawianiem całości. Zaczęliśmy od największych elementów, sukcesywnie dokładając coraz mniejsze. Na końcu skupiliśmy się na detalach. Wiele przedstawionych na makiecie elementów jest ruchomych. Oprócz pociągów po makiecie poruszają się samochody oraz tramwaj. Warto też wspomnieć o specjalnym oświetleniu odzwierciedlającym zjawisko nocy i dnia. – mówi członek grupy kolejkowo Jakub Paczyński.

Kolejkowo świetnie wpisuje się w działania kulturalne realizowane na dworcu Wrocław Świebodzki. Do tej pory na przełomie sierpnia i września 2014 odbył się tam, bardzo dobrze przyjęty przez Wrocławian, Świebodzki Targ Kultury. W ramach wydarzenia uczestnicy mogli obejrzeć filmy w kinie plenerowym, uczestniczyć w licznych warsztatach, posłuchać muzyki na żywo czy obejrzeć spektakle teatralne. Ponadto w październiku odbył się tam finał Avant Art Festival.

inf.pras.pkp


niedziela, 17 sierpnia 2014

Pafawag Wrocław - zapomniana historia wrocławskiego klubu

U mnie wakacyjnie, ale to właśnie wtedy, kiedy człowiek ma więcej czasu wolnego, w głowie tworzą się różne pomysły. U mnie idea pojawiła się dawno, teraz znalazł się czas na przelanie swoich myśli na papier, to znaczy na ekran monitora. 

Do PRL-u mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony czasy komuny to czerwony terror i fałszowanie prawdziwej historii, bezpieka, deptanie godności robotnika i wieczne kolejki. Z drugiej strony siła militarna i siła sportowa. Warto podkreślić, że prawie każdy zakład pracy czy fabryka (a we Wrocławiu było ich sporo) posiadała własny klub sportowy. Klub, który miał kilka sekcji - pływacką, lekkoatletyczną, piłkarską, strzelecką. Rzeczywiście organizacja sportu była na bardzo wysokim poziomie, o którym teraz można było pomarzyć. Jednym z takich zakładów był PaFaWag - duma Wrocławia i Dolnego Śląska. Fabryka produkująca lokomotywy, wagony oraz całe wyposażenie kolejowe miała prężnie grającą drużynę piłkarską mężczyzn i kobiet. Panie to nawet zdobywały tytuły mistrzowskie - mistrzostwo Polski w r. 1982 i 1983 oraz puchar Polski w r. 1986 i 1988. Mój znajomy Zdzisław ma nawet na taśmach materiał filmowy. Kiedyś go poproszę o pożyczenie filmu. Ale o tym kiedy indziej.

Słów kilka na temat Pafawagu prosto z Wikipedii: Pafawag Wrocław – nieistniejący polski klub piłkarski z siedzibą we Wrocławiu, na Grabiszynku założony został w 1945 roku. Występował przez pewien okres pod nazwą Stal Wrocław. Pafawag jako pierwszy klub z Wrocławia zadebiutował na szczeblu centralnym w 1949 roku. W II lidze, grupie południowej zajął 9 miejsce i wraz z Błękitnymi Kielce został zdegradowany. Już po roku w sezonie 1951 Pafawag Wrocław ponownie występuje w II lidze zajmując 5 miejsce w grupie I. W 1953 występuje w grupie C II ligi i zajmuje 9 przedostatnie miejsce, które zapewniało mu utrzymanie. Nowa reorganizacja II ligi przeprowadzona w 1953 roku, wskutek czego rozwiązano cztery grupy II ligowe po 10 drużyn i powołano jedną grupę 14 drużynową. Pafawag wraz z 25 pozostałymi drużynami spadł do nowo powstałej ligi międzywojewódzkiej(ówczesna III liga).

W latach 1978-1988 Pafawag występował w III lidze. Najwyższą pozycję osiągnął w sezonie 1982/83, kiedy to znalazł się tuż za podium.

Znani zawodnicy, którzy grali w tym klubie to Ryszard Sobiesiak(!), Tomasz Moskal, czy obecny trener Śląska Wrocław - Tadeusz Pawłowski.

Niestety zmiany ustrojowe, jakie zaszły w Polsce po 1989 roku, doprowadziły do powolnego upadku zespołu. Klub Sportowy Pafawag Wrocław został zlikwidowany w 1997 roku. W latach 1992-1997 występował pod nazwą sponsora - Panda Wrocław. Ostatni mecz ligowy (w klasie okręgowej) na boisku Pafawagu rozegrano w czerwcu 1997 roku. 

Fot. dolny-slask.org.pl/969402,foto.html?idEntity=510022
Stadion u skrzyżowania dzisiejszej alei Józefa Hallera z torami kolejowymi powstał jeszcze na długo przed I wojną światową. Po 1945 roku obiekt należał do drużyny Pafawag Wrocław (później Panda). Niedługo po II wojnie światowej przez krótki okres czasu na stadionie występowali również piłkarze Śląska Wrocław. W 2010 roku stadion zlikwidowano w związku z budową na jego terenie osiedla Ogrody Hallera. Ciekawostką stadionu był obelisk z napisem "Sportowcom poległym w walce o wolną i demokratyczną Polskę. Rob. Klub Sportowy Pafawag. Wrocław 21 IX 1947 r.", który obecnie stoi na terenie rekreacyjnym za nowym osiedlem.Na byłym stadionie i boisku Pafawagu znajduje się osiedle mieszkaniowe firmy Archicom (Ogrody Hallera), które zaczęto budować w 2009 roku. Stadion mieścił około 1000 widzów.

Obecnie funkcjonuje nieoficjalny profil klubu na platformie piłkarskiej "Hattrick". Wystarczy kliknąć TUTAJ aby śledzić zmagania wirtualnych piłkarzy.

Dlaczego zainteresowałem się właśnie tym klubem? Dlatego, że tak łatwo przekreślono ponad 50-letnią historię. Moim wielkim marzeniem jest reaktywacja tego klubu. Wiem, że w Szczecinie jakiemuś zapaleńcowi udało się dokonać podobnej sprawy. Gdyby jeszcze we Wrocławiu zebrać kilka osób z "możliwościami" i dobrą organizacją - wiem, że ten pomysł by wypalił. 

czwartek, 24 lipca 2014

Zabytkowa linia kolejowa Świdnica - Wałbrzych będzie rewitalizowana

http://stalker.republika.pl/SwidnicaJedlina2009
"Samorządowcom udało się powstrzymać plany PKP PLK dotyczące złomowania tej historycznej linii kolejowej. Teraz wraz z zarządem województwa dolnośląskiego podejmują starania, by ją zrewitalizować." - te słowa brzmią prawie nierealnie, ale jest to prawdą! Jak bardzo się cieszę, że w końcu ktoś poszedł po rozum do głowy. Czekamy jeszcze na renowację linii kolejowej Wrocław - Sobótka i przywrócenie ruchu pasażerskiego na tej trasie.

Nasze stanowisko w sprawie linii kolejowej Świdnica – Jedlina jest jasne od wielu lat. Tę trasę trzeba zrewitalizować, a nie likwidować. Koszty rewitalizacji podawane jakiś czas temu były horrendalne. Muszą zostać zweryfikowane i policzone tak, by linia ruszyła – uważa Wojciech Murdzek, prezydent Świdnicy. Po uzyskaniu informacji o planach PKP zaalarmowane zostały sąsiednie samorządy i przedstawiciele władz województwa.

Nasza interwencja okazała się skuteczna. PKP podjęła decyzję o wstrzymaniu przetargu, sprawa jest nieaktualna. Teraz koncentrujemy się na działaniach zmierzających do przywrócenia tego połączenia. Rewitalizacja linii kolejowej nr 285 na odcinku Świdnica–Jugowice–Jedlina Zdrój–Wałbrzych jako realizacja koncepcji wałbrzyskich kolei aglomeracyjnych, jest zapisana w budżecie ZIT Aglomeracji Wałbrzyskiej – mówi Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha.

Podczas środowego (23 lipca) spotkania samorządowców w Jedlinie Członek Zarządu Województwa Dolnośląskiego Jerzy Tutaj przekazał, że zarząd podjął negocjacje dotyczące przejęcia tej linii od PKP PLK. – Posiadamy fundusze europejskie na transport kolejowy. Planujemy zmodernizować tę linię i mamy już na ten cel zarezerwowane środki – wyjaśniał wicemarszałek Tutaj.

Wałbrzyska kolej aglomeracyjna to jeden z najważniejszych priorytetów aglomeracji. Prezydent Świdnicy Wojciech Murdzek dodaje, że linia kolejowa ze Świdnicy do Jedliny jest niezwykle malownicza i dzięki jej rewitalizacji aglomeracja zyska atrakcyjny szlak turystyczny. 

Za: radiorodzina.pl

Tutaj można pooglądać sobie galerię zdjęć tej linii: GALERIA

wtorek, 15 lipca 2014

Komornik na Dworcu Świebodzkim. Nareszcie coś się ruszyło

Fot. wroclaw.pl
Cały czas napływają dobre wieści z Wrocławia. Z uporem maniaka, tak jak zapowiadałem kilkanaście miesięcy temu, będę informował Was o tym co dzieje się właśnie w tym rejonie miasta. Na sercu leży mi bardzo "świetność" tego miejsca, dlatego cieszę się niezmiernie, że na Dworcu Świebodzkim pojawił się komornik. Nie chcę i nie będę oceniał  całego sporu pomiędzy starym właścicielem tego miejsca a PKP S.A. Tą kwestią zajmie się sąd. Ale komornik pojawił się z prawdziwym "rozmachem". Aż chce się zacytować Siarę: "Mają rozmach sk....ny".

Od niedzieli 20 lipca targowiskiem na Dworcu Świebodzkim we Wrocławiu będą zarządzać Polskie Koleje Państwowe. Dziś, czyli 15 lipca, rozpoczęła się procedura egzekucji komorniczej, gdyż obecny zarządca targowiska pomimo zakończenia umów w 2006 roku odmawiał wydania bezprawnie zajmowanych nieruchomości. Na terenie dworca pojawiły się buldożery, koparki, wywrotki, przyczepy - no jednym słowem działo się. I teraz niespodzianka. Tak wygląda pusty plac bez zbędnych bud - można? Można!

Fot. wroclaw.pl

Po przejęciu terenu przez kolej, dla handlowców i kupców, którzy funkcjonują na targowisku przy dworcu zmieni się niewiele. A dla ludzi, którzy wierzą w to, że powrócą tu pociągi, to pierwszy krok do osiągnięcia sukcesu.

Do połowy kwietnia potencjalni inwestorzy mieli możliwość pobierania memorandum informacyjnego. Na jego podstawie stworzą oferty podlegające ocenie. Do końca roku PKP S.A. planuje wyłonić podmiot, bądź podmioty, z którymi zostaną przeprowadzone dalsze negocjacje oraz zostanie zrealizowany projekt.

Głównym założeniem Projektu jest rewitalizacja dworca Wrocław Świebodzki wraz z otaczającym go terenem przy współpracy z prywatnym inwestorem. PKP S.A. zależy żeby tereny wokół dworca Świebodzkiego zyskały całkowicie nową jakość, z uwzględnieniem olbrzymiego potencjału historycznego budynku dworca Wrocław Świebodzki.






poniedziałek, 14 lipca 2014

Drezyny i jeszcze raz drezyny, czyli kolejowy szał w Jugowicach

Drezynowe szaleństwo jako alternatywa dla "pary" w Jaworzynie Śląskiej. Miesiąc lipiec obfituje w wiele wydarzeń dotyczących kolei. A to bardzo cieszy. Tym razem chciałbym zaprosić Was do udziału w "drezynowaniu". 

Wklejam poniżej treść zaproszenia, jakie "wyszperałem" w internecie:

Już 19 i 20 lipca – wielkie drezynowe święto w Jugowicach! Zapraszamy na XII Mistrzostwa Polski w Drezynowaniu – Push-Pull Party 2014. Jeśli macie ochotę zaznać sportowej rywalizacji, powalczyć o zwycięstwo lub po prostu przejechać się drezyną – w Jugowicach bez problemu połączycie przyjemne z pożytecznym.
 
Zawody rozegrane zostaną na nieczynnej już stacji kolejowej w Jugowicach koło Walimia, na torach jednej z najpiękniejszych linii kolejowych w Polsce. W trakcie imprezy rozgrywana będzie rywalizacja w drużynowej jeździe drezyną ręczną na czas, ale nie zabraknie też bardziej rekreacyjnych atrakcji. Poza zawodami, będzie można przejechać się drezynami spalinowymi lub innymi rodzajami drezyn, napędzanych siłą ludzkich mięśni. Torów wystarczy dla każdego. Drezyny spalinowe, będą kursować po około 2-kilometrowym odcinku linii bystrzyckiej nr 285 – poza stacją.
 
Sobota – 19 lipca to dzień zawodów. Wszyscy chętni będą mogli spróbować przekroczyć granice swoich możliwości w jeździe „kiwajką” na czas. Zwyciężą najlepsi. Dla zwycięzców każdej z kategorii przewidziano nagrody. Ponadto równolegle będą odbywać się jazdy rekreacyjne. Z kolei niedziela – 20 lipca to dzień jazd rekreacyjnych. Będzie można przejechać się składami spalinowymi i tymi napędzanymi ręcznie lub nożnie.

Zapraszamy!
Organizatorem imprezy jest Sowiogórskie Bractwo Kolejowe, a atrakcje dodatkowe i muzyczne zapewnia Gmina Walim.


info: naszesudety.pl

czwartek, 10 lipca 2014

Eric Clapton wydaje nową płytę dla JJ Cale

29 lipca ukaże się płyta Eric Clapton & Friends: The Breeze, An Appreciation of JJ Cale,Wyjątkowe wydawnictwo dla uhonorowania pamięci JJ Cale’a. 

Eric Clapton wielokrotnie deklarował, że JJ Cale to dla niego najważniejsza postać w muzyce rockowej, otwarcie przyznając się do wielkiego wpływu Cale’a na swoją działalność artystyczną. Twórczość Cale’a zawsze wymykała się wszelkim klasyfikacjom, stając się prawdziwą hybrydą folku, rocka, bluesa i country. Clapton kilkukrotnie na przestrzeni lat nagrywał swoje wersje utworów Cale’a – m.in. „After Midnight” i „Cocaine”. 

Do współpracy obu muzyków doszło wreszcie w 2006r. podczas nagrywania albumu „Road to Escondido”. Po śmierci Cale’a Clapton zaprosił przyjaciół do stworzenia projektu Eric Clapton & Friends: The Breeze, An Appreciation of JJ Cale, dla uczczenia dokonań wybitnego muzyka. Tytuł płyty został zaczerpnięty do wydanego w 1972r. singla “Call Me The Breeze”, a hołd zmarłemu muzykowi postanowili złożyć obok Claptona tacy artyści jak Mark Knopfler, John Mayer, Willie Nelson, Tom Petty, Derek Trucks i Don White. Album zawiera 16 utworów z repertuaru JJ Cale’a.

Lista utworów:
  1. Call Me The Breeze (Vocals Eric Clapton)
  2. Rock And Roll Records (Vocals Eric Clapton & Tom Petty)
  3. Someday (Vocals Mark Knopfler)
  4. Lies (Vocals John Mayer & Eric Clapton)
  5. Sensitive Kind (Vocals Don White)
  6. Cajun Moon (Vocals Eric Clapton)
  7. Magnolia (Vocals John Mayer)
  8. I Got The Same Old Blues (Vocals Tom Petty & Eric Clapton)
  9. Songbird (Vocals Willie Nelson & Eric Clapton)
  10. Since You Said Goodbye (Vocals Eric Clapton)
  11. I’ll Be There (If You Ever Want Me) (Vocals Don White & Eric Clapton)
  12. The Old Man And Me (Vocals Tom Petty)
  13. Train To Nowhere (Vocals Mark Knopfler, Don White & Eric Clapton)
  14. Starbound (Vocals Willie Nelson)
  15. Don’t Wait (Vocals Eric Clapton & John Mayer)
  16. Crying Eyes (Vocals Eric Clapton & Christine Lakeland)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Lokomotywa parowa wraca do Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa w Jaworzynie Śląskiej

19 lipca 2014 roku odbędzie uroczysta prezentacja lokomotywy po zakończonym remoncie w trakcie pikniku kolejowego „Para Buch!” organizowanego przez Muzeum. W trakcie pikniku planowana jest również wystawa „Kolej dawniej i dziś” w trakcie której zaprezentowane zostaną wybrane zabytkowe i współczesne lokomotywy PKP. 19 i 20 lipca odbywać się będą przejazdy składem retro, prowadzonym przez lokomotywę TKt48-18 po tzw. Trasie Parowozowej Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa.

Trasa Parowozowa to projekt pozwalający na pełniejszą i atrakcyjniejszą prezentację zbiorów Muzem. Wiosną 2014 roku dzięki remontom zabytkowych obiektów kolejowej infrastruktury technicznej, została uruchomiona kolejowa trasa wiodąca po najważniejszych częściach Muzeum. Prowadzony przez parowóz skład, przejeżdżając po terenie bocznicy, prezentuje ważne dla historii kolejnictwa obiekty – m.in. zabytkową obrotnicę kolejową, dźwig bramowy, zapadnię kolejową czy żuraw wodny.

Lokomotywa TKt48-18
Parowóz pochodzi z tzw. pierwszej serii, tzn. został wyprodukowany w 1951 roku w Zakładach Metalowych Im. Józefa Stalina w Poznaniu. Posiada numer fabryczny producenta 1544. Na lokomotywie zamontowany jest pochodzący z 1955 roku kocioł parowy z Zakładów Urządzeń Kotlarsko – Mechanicznych w Sosnowcu (numer seryjny 14405).
TKt48-18 rozpoczęła służbę w lokomotywowni Warszawa Wschodnia. W następnych latach w prowadziła pociągi dla lokomotywowni Tłuszcz i Nasielsk. Po ujawnieniu bardzo dobrych właściwości jezdnych w terenie górskim, w październiku 1964 roku trafia na Dolny Śląsk, do lokomotywowni w Jeleniej Górze. W 1984 trafia do Oleśnicy, w dwa lata później do Kłodzka. Tamtejsza parowozownia jest ostatnią w jakiej parowóz ten obsługuje planowy ruch pociągów. W 1995 roku lokomotywa zostaje do Skansenu Lokomotyw Parowych w Jaworznie Śląskiej gdzie po wyłączeniu z eksploatacji, popada w ruinę. W 2006 roku poddany zostaje naprawie głównej i powraca na kolejowe szlaki Dolnego Śląska. W 2009 roku poważny defekt (wytopienie tzw. panewki) spowodowało konieczność przeprowadzenia kolejnej, kosztownej naprawy. Dzięki współpracy Muzeum Przemysłu i Kolejnictwa na Śląsku oraz angielskiej formy The Wolsztyn Experience w 2010 roku TKt48-18 wraca do Jaworzyny Śląskiej.

Lokomotywa wykorzystywana jest do organizacji okolicznościowych przejazdów retro oraz realizacji produkcji filmowych, m.in. filmu „Afonia i Pszczoły” J.J. Kolskiego z 2006 roku oraz „Letniego Przesilenia” M. Rogalskiego z 2013 roku. 23 września 2013 roku rozpoczęła się naprawa główna jaworzyńskiego parowozu, polegająca m.in. na wymianie zasadniczych części kotła parowozowego oraz remontowi podwozia lokomotywy. Część prac została zrealizowana ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

Lokomotywy serii TKt48. Rys historyczny
Powstanie lokomotywy parowej serii TKt48 związane jest bezpośrednio z sytuacją geopolityczną w jakiej znalazła się Polska po 1945 roku. W wyniku prowadzonych na terenie kraju działań wojennych, część taboru kolejowego została zniszczona, poważnie uszkodzona lub uległa rozproszeniu na wskutek działań okupantów. Zniszczeniu uległo również zaplecze warsztatowe i maszynowe PKP. W pierwszych powojennych latach, dzięki pomocy międzynarodowej, do służby trafiały lokomotywy m.in. z Wielkiej Brytanii i USA a dzięki przyznanym Polsce reparacją, także lokomotywy niemieckie i austriackie. Do najważniejszych zadań przed jakimi stanęło PKP w drugiej połowie lat 40-tych XX wieku, oprócz odbudowy infrastruktury kolejowej była również standaryzacja taboru kolejowego.

W służbie PKP znajdowało się wiele serii tzw. parowozów beztendrowych (tzn. pozbawionych tendra, tj. specjalnej konstrukcji wagonu do przewozu wody i węgla, znajdującego się za lokomotywą), m.in. niemieckie TKi3, OKi3 oraz OKl27. Realizując politykę standaryzacji, władze zleciły zaprojektowanie nowego, rodzimego parowozu beztendrowego. Zadania podjęło się Centralne Biuro Konstrukcyjne Taboru Kolejowego w Poznaniu. Przed konstruktorami postawiono zadanie zaprojektowania lokomotywy do obsługi podmiejskich składów osobowych oraz lekkich składów towarowych na niewielkich dystansach. Produkcja serii TKt48 ruszyła w 1950 roku w Zakładach Metalowych Im. Józefa Stalina w Poznaniu (dawniej HCP). Do 1952 roku powstało tam 98 egzemplarzy ( w tym 6 dla kolei albańskich). Następnie produkcję kontynuowano w Fabryce Lokomotyw Im. Feliksa Dzierżyńskiego w Chrzanowie (dawniej Pierwsza Fabryka Lokomotyw). Do zakończenia produkcji w 1957 roku tamtejsze zakłady wyprodukowały 100 sztuk tych pojazdów.

inf.pras./gk

piątek, 4 lipca 2014

Brave Festival 2014 - na początek "Światło Azji"

Nieme kino i muzyka na żywo. Przebój filmowy z lat 20. ubiegłego wieku z towarzyszeniem zespołu z Radżastanu. Już dziś rusza 10. edycja Brave Festival! Inauguracyjna projekcja filmowa o 19:30 w Dolnośląskim Centrum Filmowym.

Tegoroczny Przegląd Filmowy Brave Festiwal otwiera ,,Światło Azji" - niemy film nakręcony przez Franza Ostena i Himanshu Raia w 1925 roku. Produkcja jest adaptacją książki Edwina Arnolda o tym samym tytule. Opowiada o życiu Buddy. Film w swoim czasie okazał się wielkim kinowym przebojem w Niemczech oraz Indiach. Do dziś pozostaje niezwykłym przykładem udanej współpracy twórców z odmiennych kręgów kulturowych. 

- W przypadku ,,Światła Azji" aktorzy pochodzili z Indii, ekipa filmowa  z Niemiec. Sam film został zrealizowany z wielkim rozmachem - widowisko powstało przy wsparciu maharadży Dźajpuru - mówi Marek Mieleszko, manager programowy Przeglądu Filmowego Brave Festival.
Seansowi będzie towarzyszyła muzyka grana na żywo przez indyjski zespół Divana Ensemble. Grupa zrzesza najbardziej utalentowanych muzyków z Radżastanu. - Muzyka zespołu to niezwykłe połączenie zapadających w pamięć melodii, przejmujących głosów i innowacyjnej rytmiki, którymi charakteryzuje się tradycyjna muzyka z tamtego regionu. To warto usłyszeć! - dodaje Marek Mieleszko.

W tym roku po raz pierwszy Przegląd Filmowy Brave Festival poprzedza część poświęconą spektaklom. W ciągu najbliższych 7 dni widzowie będą mieli okazję obejrzeć 28 filmów w ramach trzech cykli tematycznych - Brave Focus, Brave Contexts oraz Brave People Doc. Film o młodości Buddy zapoczątkuje pierwszy z nich, który skupi się na Indiach, mieszkańcach tego kraju i ich niezwykłej kulturze. Wszystkie projekcje odbywają się w Dolnośląskim Centrum Filmowym.

11 lipca rusza część festiwalu poświęcona spektaklom i obrzędom. Zobaczymy artystów, spośród których wielu nigdy wcześniej nie występowało w Polsce, a nawet w Europie. Zaprezentują się takie indyjskie tradycje, jak Mudijettu czy Sarpam Thullal - ta ostatnia wykonywana ku czci bóstw węży ma zapewnić pomyślność jej uczestnikom. Spektakularny rytuał razem z przygotowaniami otwartymi dla publiczności potrwa ponad 5 godzin. We Wrocławiu wystąpi też Rama Vaidyanathan - mistrzyni klasycznego tańca hinduskiego, z kolei obrzędowe pieśni Indii wykona Rupinder. Nie zabraknie postaci kontrowersyjnych - wystąpi wybitny choreograf Koffi Kôkô, który jednocześnie jest kapłanem Voodoo. Wśród artystów współczesnych, dla których ciało jest najważniejszym środkiem wyrazu, znajdzie się także Melanie Lomoff, tancerka baletu klasycznego uhonorowana Grand Prix na Paris International Dance Competition oraz Ziya Azazi, turecki artysta wykonujący wirujący taniec derwiszy we własnej interpretacji. To jego występ rozpocznie performatywną część Brave Festival.  

Kino plenerowe powraca na Wyspę Słodową. Pierwszy seans już 4 lipca!

Od początku lipca na Wyspę Słodową powraca cieszące się dużą popularnością w zeszłym roku kino plenerowe. Seanse pod chmurką odbywać się będą w wybrane piątki i soboty lipca i sierpnia. Wstęp wolny.

W tym roku w ramach kina plenerowego podjęliśmy współpracę z Kinem Nowe Horyzonty, stąd w repertuarze – oprócz filmów fabularnych i niewątpliwych hitów wielkiego ekranu – znalazły się także dokumenty i mniej znane propozycje. Na gości będą czekały wygodne leżaki.

Zaczynamy 4 lipca ok. godz. 20.30 projekcją „Amelii” z niezapomnianą Audrey Tautou w roli głównej. Będzie to okazja do poczucia niesamowitej atmosfery Paryża i Montmartre’u. Kolejny dzień to seans „Nietykalnych” – francuskiej komedii o sparaliżowanym arystokracie i jego opiekunie z kryminalną przeszłością.

Drugi weekend lipca będzie zdecydowanie muzyczny. W piątek pokażemy „Miłość” – dokument Filipa Dzierżawskiego o Miłości – zespole Tymona Tymańskiego, Mikołaja Trzaski i Leszka Możdżera. Warto zobaczyć, jak zaczynali dzisiaj dobrze znani z solowych projektów muzycy. Natomiast w sobotę będzie można poznać historię amerykańskiego muzyka, Sixto Rodrigueza, autora hitu „Sugar Man”. Dokument z 2013 r. zdobył sporo wyróżnień i uznanie krytyki.

Kolejny weekend rozpoczniemy od pokazu „Viramundo” – historii brazylijskiego muzyka, Gilberto Gila, z sukcesem łączącego tradycyjne brazylijskie rytmy m.in. z muzyką anglosaską. Zaś w sobotę, 19 lipca, w kinie plenerowym zagoszczą naprawdę wielkie gwiazdy – Heath Ledger, Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell pojawią się w „Parnassusie” (co najciekawsze, wszyscy oni wcielą się w tę samą postać). Film Terry’ego Gilliama, znanego z Latającego Cyrku Monthy Pythona, to z pewnością nie lada gratka nie tylko dla miłośników brytyjskiego humoru.

W ostatni weekend lipca w związku z festiwalem T-Mobile Nowe Horyzonty projekcje kina plenerowego na Wyspie Słodowej nie odbędą się. W tym terminie zapraszamy na seanse plenerowe na wrocławskim Rynku.

Repertuar lipcowego kina plenerowego na Wyspie Słodowej:

4 lipca, godz. 20.30 – „Amelia”
5 lipca, godz. 20.30 – „Nietykalni”
11 lipca, godz. 20.30 – „Miłość”
12 lipca, godz. 20.30 – „Sugar Man”
18 lipca, godz. 20.30 – „Viramundo”
19 lipca, godz. 20.30 – „Parnassus”

Podczas seansów kina plenerowego obowiązuje zakaz picia alkoholu i palenia papierosów.

środa, 7 maja 2014

Czy Mieczysław Wilczek popełnił samobójstwo?

Ale numer! Tego nie wymyśliłby nawet najlepszy fachowiec od PR. Wczoraj opublikowałem wpis o ostatnim ministrze gospodarki w PRL. Było to na kanwie informacji o jego śmierci. Dziś portal niezalezna.pl podaje informacje jakoby Mieczysław Wilczek popełnił samobójstwo. Dziś także dowiadujemy się, że Wilczka znaleziono pod jego blokiem. Cytując Niezależną: Warszawska prokuratura sprawdza, czy Mieczysław Wilczek, ostatni PRL-owski minister przemysłu, popełnił samobójstwo. Prawdopodobnie wyskoczył z okna mieszkania. Brana jest również hipoteza o wypchnięciu mężczyzny.

I dalej: Wilczek miał 82 lata. Zmarł 30 kwietnia. Jego ciało znaleziono przed blokiem na Saskiej Kępie. Wówczas nie podano przyczyny śmierci.

Dzisiaj portal wpolityce.pl podał, że śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. - Sprawa jest prowadzona w kierunku samobójczej śmierci - powiedział portalowi wpolityce.pl rzeczniczka prokuratury Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga

Mieczysław Wilczek, był ministrem przemysłu w latach 1988-1989. Był autorem słynnej  ustawy o działalności gospodarczej z ‘88r..


Ciężko komentować czyjąś śmierć, ale musiałem o tym napisać z czysto kronikarskiego obowiązku. O Mieczysławie Wilczku przeczytacie więcej TUTAJ.

wtorek, 6 maja 2014

Mieczysław Wilczek - "Znane i nieznane oblicza władzy PRL". Część 1

Fot. www.trojmiasto.koliber.org
Czas PRL, który trwał nieprzerwanie przez 44 lata, był okresem dosyć trudnym dla Polaków. W zasadzie istniał jako przedłużenie okupacji sowieckiej i taki zapewne zostanie zapamiętany przez ludzi żyjących w tamtych czasach. Dodam skromnie, że sam w PRL przez kilka lat żyłem. Czytelnik mi wybaczy, ale nie będę się podejmował próby podsumowania tego systemu politycznego, "gdyż albowiem" zrobiono to już setki i tysiące razy. Ostatnio zadawałem sobie pytanie, czy socjalizm albo komunizm może wydać z siebie w miarę porządnego człowieka? Odpowiedzi szukałem dosyć długo, ponieważ człowiek PRL-u kojarzy się często z określeniem "homo sovieticus". Oczywiście nie można uogólniać, i nie każdy do tej kategorii się zaliczał, wręcz przeciwnie mamy wybitne osobistości czasów komunizmu (św. Jan Paweł II, ks. Popiełuszko, Anna Walentynowicz i wielu wielu innych). Ale gdy popatrzymy na ówczesną "wierchuszkę", możemy ze świecą szukać bystrych"polityków". Okazuje się, że były właśnie takie wyjątki.

Pewne postacie z partyjnej "góry" zainspirowały mnie do rozpoczęcia cyklu "Znane i nieznane oblicza władzy PRL". Dziś zaprezentuję drogim Czytelnikom część pierwszą. Daleki jestem od wychwalania zbrodniczego reżimu jaki prawie przez 45 lat panował w Polsce. Są jednak ludzie, którzy działali i funkcjonowali dla dobra ogółu, społeczeństwa itp. Czasem sami zainteresowani nie wiedzieli o tym, że ich decyzji odbiją się pozytywnie w kolejnych kilkudziesięciu latach.

W części pierwszej cyklu "Znane i nieznane oblicza władzy PRL" chciałbym zainteresować Czytelników postacią Mieczysława Wilczka, ministra przemysłu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej w latach 1988-1989. Był to człowiek, który dał Polakom najlepszą z możliwych, najbardziej liberalnych i najkrótszych ustaw!

Fot. www.forbes.pl
Najpierw trochę historii zaczerpniętej, a jakże, z Wikipedii. Mieczysław Wilczek, oprócz stołka ministerialnego, był także przedsiębiorcą, chemikiem, prawnikiem, innowatorem i autorem wielu patentów z dziedziny chemii. Urodził się 25 stycznia 1932 w Sandomierzu, zmarł dosyć niedawno - 30 kwietnia 2014 w Warszawie. Na marginesie dodam tylko, że o jego śmierci dowiedziałem się z radia RMF jadąc na majówkę.

Młodość spędził w Bielsku-Białej. W czasie II wojny światowej pracował jako parobek na niemieckiej farmie krów. Z uwagi na brak dostępu do edukacji powszechnej w latach 1939-1945 samodzielnie nauczył się czytać i pisać. Po 1945 roku ukończył w ciągu jednego roku szkołę podstawową. Następnie kształcił się w gimnazjum i w technikum chemicznym. Studiował chemię na Politechnice Śląskiej w Gliwicach, ekonomię w Wyższym Studium Ekonomiki Przemysłu i prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Uniwersytecie Warszawskim.

Mieczysław Wilczek podczas studiów politechnicznych jako wyróżniający się student otrzymał na II roku asystenturę i został, mimo braku zakończenia studiów, pracownikiem naukowym uczelni. Specjalizował się w chemii organicznej: syntetykach zapachowych, kremach i proszkach do prania. W 1952 roku wstąpił do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

W 1956 roku, po ukończeniu studiów z dziedziny chemii porzucił dalszą karierę naukową. Został dyrektorem fabryki kosmetyków Viola w Gliwicach. W 1958 roku wyjechał na półroczne stypendium zagraniczne do Wielkiej Brytanii. Po powrocie do Polski został skierowany na stanowisko dyrektora technicznego zakładów Pollena w Warszawie. Ukończył w tym czasie studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim ze specjalizacją w zakresie prawa międzynarodowego.

W latach 1965-1969 pełnił funkcję dyrektora Zjednoczenia Przemysłu Chemicznego. Dał się poznać jako zdolny organizator i racjonalizator w państwowym przemyśle chemicznym. Znając kilka języków obcych zaczął podróżować służbowo po Europie Zachodniej i nawiązywać kontakty z zagranicznymi przedsiębiorstwami. Uczestniczył w pracach i konferencjach organizacji międzynarodowych. Podjął współpracę z koncernem Shell.

Fot. archiwum Allegro.
Przyczynił się do rozwoju marki Pollena. Wprowadził w Polsce innowacyjny program detergentowy. W 1965 roku wdrożył do produkcji proszek do prania Ixi 65.

W 1969 roku odszedł z posady państwowej. Za zaoszczędzone pieniądze kupił kilkunastohektarowe gospodarstwo rolne we wsi Ołdakowizna. Założył fermę perliczek i laboratorium biochemiczne, w którym produkował kremy na bazie tłuszczu z żółtka jaj. W latach siedemdziesiątych XX wieku sprzedał z zyskiem posiadane patenty z dziedziny chemii. Dzięki znajomościom oraz uzyskanym ze sprzedaży praw wynalazczych pieniądzom założył w 1973 roku pod Stanisławowem fabrykę produkcji koncentratów paszowych z odpadów porzeźnianych. W krótkim czasie zbudował kilka zakładów przetwórstwa mięsnego stając się jednym z najbogatszych ludzi w Polsce.

W latach osiemdziesiątych XX wieku oprócz posiadanych zakładów przetwórstwa i utylizacji był wiceprezesem polsko-japońskiej spółki Polnippon oraz właścicielem przedsiębiorstwa futrzarskiego Lavil w Stanisławowie. Prowadził w tym czasie interesy głównie z przedstawicielstwami handlowymi Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Od 1985 roku Mieczysław Wilczek był doradcą komisji sejmowych. W 1988 roku został wytypowany na ministra przemysłu w rządzie Mieczysława Rakowskiego.

Jako minister przemysłu stał się rzecznikiem gruntownej reformy polskiej gospodarki. Zaproponował zamknięcie wielu państwowych zakładów pracy, które uważał za nierentowne z punktu widzenia ekonomicznego. Rozpoczął w Polsce zmiany prawne mające na celu wprowadzenie gospodarki wolnorynkowej. W 1988 roku przeforsował w Sejmie liberalną ustawę o przedsiębiorczości, która spowodowała aktywizację drobnych przedsiębiorców w ostatnich miesiącach istnienia Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

W 1989 roku podczas obrad Okrągłego Stołu Mieczysław Wilczek był przedstawicielem strony rządowej w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej. Podczas wyborów do parlamentu w 1989 roku był kandydatem na senatora z okręgu siedleckiego. Przegrał walkę o mandat z Gabrielem Janowskim.

Fot. historia.newsweek.pl
Mieczysław Wilczek był laureatem Nagrody Kisiela w 1990 roku, wielokrotnie wymienianym na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika Wprost. W 2008 roku został uhonorowany przez Centrum im. Adama Smitha tytułem Jego Przedsiębiorczość.

Co ciekawe, portal polityka.pl tak pisze o Wilczku: "W czasach PRL Mieczysław Wilczek był postacią paradoksalną. Prywaciarz z legitymacją PZPR w kieszeni. Według ówczesnej nomenklatury był rzemieślnikiem, a więc kimś klasowo obcym, ale tolerowanym. O wilczku wspomina także Newsweek: "W środowisku Wilczek nazywany był Krezusem albo Szejkiem. To drugie ze względu na dystrybutor paliwa ustawiony w gospodarstwie. – Każdy z gości Wilczka mógł sobie przed wyjazdem zatankować samochód do pełna i to za darmo – wspomina jego znajomy. Biznesmen przyciągał środowisko filmowe nie tylko trudno osiągalnym paliwem i suto zastawionymi stołami, ale i osobowością.

Wilczek wprowadził rewolucję w gospodarce upadającego PRL-u. Jego ustawę o wolności gospodarczej Sejm uchwalił w listopadzie 1988 r., czyli na kilka miesięcy przed Okrągłym Stołem. Był to dokument, który można było przeczytać w jeden wieczór. Esencja prostoty i liberalizmu. Ustawa, która wskrzeszała polską przedsiębiorczość, i której czytelności nie dało się już więcej odtworzyć. Ustawa umożliwiła każdemu obywatelowi PRL podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej na równych prawach, co m.in. spowodowało aktywizację drobnych przedsiębiorców, którzy utworzyli wiele nowych miejsc pracy. W połączeniu z zastąpieniem gospodarki planowej centralnie sterowanej systemem gospodarki popytowo-podażowej (tzw. rynkowej) w efekcie zaowocowała dużą dynamiką gospodarczą na samym początku lat 90.
Fot. www.biznes.pl

Całą ustawę z dnia 23 grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej znajdziesz TUTAJ.

Fragmenty ustawy:

Art. 1 „Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach, z zachowaniem warunków określonych przepisami prawa.”

Art. 4 „Podmioty gospodarcze mogą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej dokonywać czynności i działań, które nie są przez prawo zabronione.”

Bardzo ciekawie wyglądają opinie ekonomistów o tej Ustawie Wilczka:

  • Andrzej Sadowski: Ustawa Mieczysława Wilczka jest do tej pory niedoścignionym wzorem ustawy, dającej najwięcej wolności gospodarczej polskim przedsiębiorcom. Co jest zaskakujące, jest zgodna z polskimi zobowiązaniami wobec UE.

  • Robert Gwiazdowski: Ustawa o działalności gospodarczej, zwana ustawą Wilczka, uchwalona jeszcze za komuny w grudniu 1988 r., stwierdzała, że „podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach”. Później było już tylko gorzej: kolejne regulacje, ograniczenia, koncesje, zezwolenia w myśl typowej raczej dla komunizmu, a nie budowanego rzekomo kapitalizmu, zasady postępowania z prywaciarzami: trzeba ich tolerować, ale należy trzymać krótko.

  • Adam Sofuł: Niewielka to była ustawa – raptem 55 artykułów, ale potwierdza tezę, że małe jest piękne. 55 artykułów dało polskiej przedsiębiorczości i polskiej gospodarce takiego kopa, że dzisiejsze wielostronicowe kolejne nowelizacje ustawy o wolności gospodarczej nie dorastają jej do pięt. Może dlatego, że wolność mają tylko w tytule, ale nie w zawartości.

  • Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego nie podjęto kroków do [...] usprawnienia kontroli i ścigania poprzez odpowiednie organy osób zarabiających nielegalnie. Efektem tego nie było upatrywanie i walka z układami biznesowo-politycznymi, lecz zniesienie liberalnej Ustawy Wilczka poprzez kolejne ograniczenia, koncesje i zezwolenia co trwa do dnia dzisiejszego. Spowodowało to znaczne utrudnienia dla uczciwych przedsiębiorców.

Gdyby tylko udało się na nowo wprowadzić taką ustawę, w takim kształcie. Jakby wtedy wyglądała polska przedsiębiorczość? I jakby ona przetrwała w konfrontacji z prawem Unii Europejskiej? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami, drodzy Czytelnicy.

Już niedługo, w kolejnej części cyklu "Znane i nieznane oblicza władzy PRL", przedstawię sylwetkę wyjątkowego wojewody.


Powered By Blogger