sobota, 6 marca 2010

piątek, 5 marca 2010

Zwykły scenariusz?

Na Ziemi, w okolicach Syberii, rozbija się meteoryt zawierający w sobie organiczną formę życia, inteligentną i zdolną do przejmowania ciał swoich nosicieli.
Obca forma życia, znana nam jako Czarny Rak, przebywała w uśpieniu od czasów Epoki Lodowcowej, czekając na dzień swojego wyzwolenia.
W latach czterdziestych XX wieku w ramach Operacji Spinacz nazistowscy uczeni specjalizujący się w badaniach nad eugeniką zostają przewiezieni do Stanów Zjednoczonych i zaangażowani przy nowym projekcie. Do tej grupy należy również Victor Klemperer, pionier badań nad połączeniem ludzkiego i pozaziemskiego DNA.
W 1945 roku samolot B-29 przewożący na pokładzie bombę atomową zderza się z UFO. Amerykański statek podwodny Zeus Faber poszukuje śladów rozbitego wraku. Załoga doznaje straszliwych oparzeń, natomiast pierwszy oficer zostaje opanowany przez Czarnego Raka i zaczyna się zachowywać w dziwny sposób. Z całej załogi przeżyło jedynie siedmiu żołnierzy.
W 1947 na terenie Roswell w Nowym Meksyku rozbija się UFO. Rząd wchodzi w posiadanie próbek pozaziemskiego DNA. W tym samym roku dochodzi do nawiązania wstępnego kontaktu między kolonizatorami a rządem. Również w 1947 zostaje powołany projekt Majestic.
W latach pięćdziesiątych do tajnego projektu rządowego zostają zaangażowani Alvin Kurtzweil i Bill Mulder. Pierwszy z nich szybko zrezygnował i poświęcił się uświadamianiu ludzkości zagrożenia nadchodzącego Armageddonu. Drugi pozostał wierny projektowi przez wiele lat, mimo licznych wątpliwości natury etycznej.
Informacje o prowadzonych przez Sowietów eksperymentach nad eugeniką dopingują amerykańskich naukowców, którym udaje się sklonować dwoje ludzi: mężczyznę i kobietę. Klony męskie noszą imię Adam, a żeńskie Ewa. Z czasem okazało się że klony są niedoskonałe: mają wybitną inteligencję, ale również silne instynkty samobójcze i mordercze.
W 1953 komórka Majestic rozpoczyna próby oblatywania samolotów opartych na technologii UFO, prawdopodobnie zdobytej w Roswell.
Mniej więcej w tym samym czasie rosyjski projekt "Gregor" dotyczący klonowania człowieka, kończy się sukcesem.
Takeo Ishimaru, jeden z japońskich naukowców zaangażowanych w Projekt Spinacz, pod zmienionym nazwiskiem kontynuuje badania nad możliwym połączeniem DNA człowieka i Obcego. Poddani jego eksperymentom ludzie doznają rozległych oparzeń, które mogą być wynikiem ekspozycji na promieniowanie UFO.
1973 rok - dochodzi do nawiązania współpracy między członkami Projektu oraz obcą cywilizacją. Powstaje faktyczne Konsorcjum, które zyskuje wiedzę o planach kolonizacji Ziemi i wyraża zgodę na prowadzenie badań nad stworzeniem hybrydy człowieka i Obcego, która byłaby odporna na Czarnego Raka. Ta zgoda miała być próbą zyskania na czasie, tak by mogła zostać przygotowana skuteczna szczepionka. Bill Mulder sugeruje wykorzystanie do jej opracowania dostarczonego przez Obcych DNA. Jako zabezpieczenie współpracy, każdy z członków Konsorcjum oddaje Obcym członka swojej rodziny. Wszyscy mają być zwróceni, gdy rozpocznie się kolonizacja, i każde z nich ma ostatecznie stać się hybrydą. Nie wiadomo, czemu Obcy poszli na taką ugodę. Stworzone hybrydy miałyby przygotowywać grunt pod kolonizację i w przyszłości stać się niewolnikami pracującymi na rzecz Obcych.
Samantha Mulder i Cassandra Spender zostają uprowadzone. Obie następnie przechodzą szereg eksperymentów, testów i badań, które mają uczynić z nich hybrydy. Po hybrydyzacji Samantha zostaje sklonowana.
Na terenie Tunguski rozbija się meteoryt zawierający pozaziemski organizm nazwany potem "Czarnym Rakiem". Rosjanie przeprowadzają badania nad uzyskaniem możliwej szczepionki, zakończone częściowym powodzeniem.
Badania nad stworzeniem hybrydy człowieka i Obcego doprowadzają do stworzenia takowych, wciąż jednak nie do końca odpornych na Czarnego Raka. Pierwszą hybrydą wykazującą całkowitą odporność jest Cassandra Spender, co Konsorcjum stara się z całych sił ukryć przed kolonizatorami.
Eksperymenty obejmują uprowadzanie ludzi, od których pobierany jest materiał genetyczny. Uprowadzanie odbywa się we współpracy Obcych z Konsorcjum.
Oryginalnych hybryd jest niewiele, większość z nich to klony.
W stosunku do planów kolonizacyjnych Obcych rozwija się rebelia innych Obcych, którzy stają na drodze eksperymentów uniemożliwiając masowe porwania.
Kiedy zbuntowani Obcy doprowadzają do zniszczenia Konsorcjum, prace nad stworzeniem hybryd stają w martwym punkcie, zmuszając kolonizatorów do wprowadzenia alternatywnego planu, w żaden sposób nie zależnego od ludzkiej współpracy.
Tą alternatywą jest powstanie Nowego Syndykatu, tworzonego przez replikantów inaczej zwanych Superżołnierzami, praktycznie niezniszczalnych. Replikanci, infiltrując rząd, wojsko i agencje bezpieczeństwa, czuwają nad postępowaniem planów kolonizacji.
Przekształcenie człowieka w replikanta odbywa się w kilku etapach: najpierw zostaje uprowadzony i poddany bolesnym testom. Następnie - poddany działaniu Czarnego Raka. Potem zostaje zwrócony w stanie ni to życia, ni to śmierci, i po upływie odpowiedniego czasu, przekształca się w Superżołnierza.
Elementem programu tworzenia Superżołnierzy jest także sztuczne zapładnianie wybranych kobiet za pomocą pobierania z ich ciał komórek jajowych, umieszczania w nich pozaziemskiego DNA i ponownego wszczepienia.
Scully zaszła w ciążę za pomocą niegdyś pobranej z jej ciała komórki jajowej, którą poddano manipulacjom mającym zapewnić wykształcenie się z niej Superżołnierza w razie zapłodnienia. Właściwie przypadkowo to właśnie ta komórka została użyta podczas inseminacji. Chociaż początkowo wydawało się, iż próba zawiodła, po pewnym czasie okazuje się jednak, iż była udana (za sprawą obecności pozaziemskiego DNA w komórce efekt zapłodnienia objawia się z opóźnieniem).
Tym samym William rodzi się jako cudowne dziecko, w którym replikanci widzą swojego duchowego guru i przyszłego zbawcę. Warunek jest jeden: nie może zostać wychowany przez Muldera, toteż Mulder musi zginąć. A jeśli nie uda się zabić Muldera, zginąć musi William.
William jest pierwszym Superżołnierzem urodzonym bez celowych eksperymentów, niejako naturalnie. Jego narodziny są zaskakujące i przypadkowe. W szczególności, iż Scully była elementem badań z poprzedniego etapu kolonizacji - tworzenia hybryd - a inne kobiety mające stać się matkami Superżołnierzy są już częścią nowego specjalnego programu eksperymentalnego.
Iniekcja jedynego środka zdolnego pokonać geny Superżołnierza, zafundowana Williamowi przez Spendera, odbiera mu niezwykłe właściwości. William jest teraz normalnym dzieckiem.
Sukces, jakim zakończył się eksperyment tworzenia Superżołnierzy, zapowiada terminowe rozpoczęcie kolonizacji: 22 grudnia 2012 roku. Na tej dacie urywa się kalendarz Majów, a członkowie sekty Czerwonego Muzeum określają ją jako początek Nowej Ery.
Nadal wierzymy, że jeszcze jest dla ludzkości jakaś nadzieja...

A na sam koniec kilka słów ode mnie... Czy powyższy tekst brzmi realnie? Zapewne już wiecie - jest to cała mitologia w pigułce 9 sezonów serialu "Z Archiwum X". Jak widać data 21.12.2012 roku była już od dawna bardzo popularna w USA (serial zaczęto kręcić w 1993r. - przyp. red.). Niektórzy złośliwi piszą, że serial nakręcono po to by powoli przyzwyczajać ludzkość na nadejście tego "najgorszego". Nie wiem, nie pytałem Chrisa Cartera jakie miał intencje kręcąc "X files". A dla wszystkich, którzy odczuwają nieuzasadniony niczym niepokój, polecam przeczytać Mk 13, 1-37. Miłego weekendu! :)

wtorek, 2 marca 2010

Kataklizm w Chile mógł zmienić oś Ziemi

Potężne trzęsienie ziemi, które w zeszłym tygodniu nawiedziło Chile, mogło zmienić oś Ziemi i doprowadzić do skrócenia się dni – poinformowali naukowcy z amerykańskiej agencji NASA.
Zmiana jest mało istotna, ale stała. Według wstępnych wyliczeń, każdy dzień będzie krótszy o około 1,26 mikrosekundy. Mikrosekunda to jedna milionowa sekundy.

- Potężny wstrząs zmienia ilość skał i rozłożenie masy naszej planety – wyjaśniają naukowcy.

Kiedy dochodzi do takich zmian, mają one także wpływ na prędkość, z jaką obraca się nasza planeta. A od prędkości obrotów zależy długość dnia.

- Jakiekolwiek wydarzenia na skalę światową, mające związek z ruchem masy, wpływają na rotację Ziemi – powiedział Benjamin Fong Chao z Centrum Lotów Kosmicznych Goddard w Greenbelt w stanie Maryland, kiedy wyjaśniał to zjawisko w 2005 roku.

Naukowcy wykorzystują w tym przypadku analogię do łyżwiarza. Kiedy zbliża on ramiona do ciała, wiruje szybciej. To dlatego, że wyciągnięcie ramiom zmienia rozłożenie masy łyżwiarza i dlatego zmienia też prędkość rotacji.

Richard Gross, geofizyk z laboratorium NASA w Pasadenie w Kalifornii, wykorzystał model komputerowy, aby ustalić, jak wstrząs o sile 8,8 stopni w skali Richtera, który wystąpił w Chile w ostatnią sobotę, mógł wpłynąć na Ziemię.

Naukowiec ustalił, że trzęsienie ziemi przesunęło oś Ziemi o około 8 centymetrów (3 cale). To właśnie wokół tej osi rozłożona równomiernie jest masa Ziemi. Taka zmiana może odpowiednio skrócić nasze dni.

Charlie i amerykańska agencja kosmiczna - przeczytaj artykuł

Co ciekawe, tego rodzaju zmiany nie są czymś zupełnie nowym.

Trzęsienie ziemi z 2004 roku o sile 9,1 stopni w skali Richtera, które wyzwoliło zabójcze tsunami na Oceanie Indyjskim, skróciło długość dnia o 6,8 mikrosekundy.

Z drugiej strony, można też jednak wpływać na wydłużenie dnia. Na przykład, gdyby napełniono zbiornik Three Gorges (Tama Trzech Przełomów), można by zgromadzić w ten sposób 40 kilometrów sześciennych wody. Taka zmiana masy wydłużyłaby dni o 0,06 mikrosekundy – twierdzą naukowcy.

źródło: onet.pl

piątek, 26 lutego 2010

Powódź 1997

Dotarłem wspomnieniami dzisiaj znów do powodzi w 1997 roku. Wrocław, Kłodzko i cały Dolny Śląsk znalazł się pod wielką wodą, niektórzy mówili że to woda stulecia, inni tysiąclecia. Jako dzieciak przeżyłem to ze zdwojoną siłą. Po pierwsze dlatego, że sam zabrałem się za ustawianie worków, a po drugie atmosfera tamtych czasów przypominała lata wojny - czas młodych powstańców i starszych ludzi, którzy walczyli ramię w ramię. Tamci bronili się przed niemcem i sowietami, my broniliśmy się przed Wielką Wodą. Przecież żyły we mnie jeszcze opowieści dziadka o wojnie, o powstaniu, o wielkiej ludzkiej solidarności. W tamtych dniach tego po prostu doświadczałem, aczkolwiek w inych trochę okolicznościach.

Kiedy wielka woda zawitała w 1997 roku do naszych zachodnich sąsiadów, Niemcy liczyli do końca na interwencję służb i instytucji, które w takich wypadkach są powoływane w trybie natychmiastowym. Nawet jeżeli sami próbowali chronić swoje domy, robili to pod rozkazami innych, i w prawie wszystkich przypadkach słuchali się odpowiednich służb. Gdy takowych nie było, obrona była chaotyczna, albo w ogóle nie zorganizowana. U nas stało się coś zupełnie odwrotnego.

Rozpoczęła się jedna wielka spontaniczna akcja, w której dotychczasowe role się zmieniły. Nagle okazywało się, że człowiek, którego ulica postrzegała jako pijaka, żula i awanturnika stawał się autentycznym przywódcą, wręcz dowódcą na pierwszej linii frontu i doskonale kierował obroną obranego przez siebie odcinka. Potrafił pokierować akcją układania worków, wiedział w jakie miejsce skierować ludzi do pracy, umiejętnie rozdzielał przydział na wodę pitną (której notorycznie brakowało). Ten człowiek, na którego wcześniej każdy patrzył przez pryzmat upojenia alkoholowego, teraz bez grama alkoholu zachowywał trzeźwość umysłu większą niż niejeden "specjalista na papierze", których niestety też nie brakowało.

Do prawdziwej walki na ulicy stanęli praktycznie wszyscy. Profesor z taksówkarzem, dyrektor z robotnikiem, urzędniczka ze sprzedawczynią. Pięknym widokiem było wspólne noszenie worków wnuczka z babcią. Marzenia o szczęśliwym świecie, gdzie każdy jest równy są w każdym z nas. A u nas ta historia działa się na prawdę!!! Każdy czuł obowiązek do ruszenia na pomoc sąsiadowi. Zwyciężyła prawdziwa polska SOLIDARNOŚĆ (a nie ta sterowana zza okrągłego stołu). Poprawnie nadawała jedna rozgłośnia radiowa, telewizja też działała z określonymi przerwami, ale co z tego jak większa część miasta nie miała prądu.

Wielu z was pomyśli, że to wszystko bajka, że tak nie było na prawdę. W sumie to się nie dziwię, patrząc na obecne społeczeństwo możemy się zastanawiać czy w przypadku kolejnego kataklizmu wszyscy byśmy się zjednoczyli. Jednak jak pokazuje historia, naród polski, w przypadku zagrożenia łączy się w jeden wielki sprawny i solidarny organizm. Płynąca w każdym z nas powstańcza krew nie pozwoli na przejście obojętnie wobec ludzkiej tragedii.

I niech tylko przyjdzie zagrożenie, a staniemy wszyscy na barykadzie ramię w ramię, i pokażemy jak to jest być solidarnym. Tak jak na zdjęciu obok.
Jeżeli ktoś chciałby podzielić się wspomnieniami z powodzi 1997 r lub ma zdjęcia, które chciałby udostępnić proszę o kontakt ze mną.
Powered By Blogger