wtorek, 29 kwietnia 2014

Szczepić czy nie? Kolejne dziecko ekoterroryzmu

Tym razem nie będzie dużo zdjęć i bogato ilustrowanego wpisu. Teraz będzie więcej tekstu i więcej merytorycznej dyskusji. Sprowokował mnie do napisania kilku tych zdań artykuł z Gazety Wrocławskiej (LINK) o śmierci 2,5 letniego dziecka, które zmarło na ospę wietrzną. Sprowokował to za mało powiedziane. Jestem wściekły, już po raz kolejny, na zupełną ignorancję rodziców w kwestii szczepienia swoich dzieci.

Najpierw napiszę coś o sobie. Sam mam kilkuletnie dziecko, które szczepiliśmy z żoną na większość chorób. Nie dlatego, że ulegliśmy modzie, ani dlatego, że "zmusili nas" do tego w szpitalu czy później w przychodni. Szczepiliśmy naszego syna, bo uważamy, że tak jest dobrze. Zaliczamy się do tej trzeciej grupy rodziców, którzy do szczepień podchodzą racjonalnie. Nie daliśmy sobie wcisnąć szczepionki na grypę, meningokoki itp. Ale szereg szczepień podstawowych zrobiliśmy, po to aby uchronić nasze dziecko od powikłań związanych z przechodzeniem różnych świństw.

Przypadek jaki opisuje Gazeta Wrocławska jest przygnębiający. Czytamy: W czwartek wrocławskie pogotowie ratunkowe wezwano do chorego dziecka. Rozpoznanie: ospa wietrzna. 2,5-latek zmarł. Jak mówią lekarze, powodem nie mogła być sama "wiatrówka", ale połączenie związanych z nią powikłań i obniżonej odporności malucha. To powinno być ostrzeżenie dla rodziców, którzy sami zarażają swoje pociechy podczas tzw. "ospa party". Ospa party to kolejne oszołomskie zjawisko związane z... no właśnie z czym? Podejrzewam, że z quasi modą na lepsze, zdrowsze życie. Jak czytamy dalej w artykule (z czym się w pełni zgadzam): Gdy jedno z dzieci choruje, rodzice zdrowych organizują spotkanie, na którym bawią się razem, a tym samym zarażają od nosiciela. Dzieci najczęściej chorują na ospę wietrzną do siódmego roku życia i teoretycznie w tym czasie przechodzą ją najlżej. Zdarzają się jednak wyjątki. Mądrze wypowiada się także dr n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, p.o. kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, która mówi, że nigdy nie wiemy, jak na daną chorobę zareaguje układ immunologiczny osoby zakażonej. To indywidualna sprawa, wynikająca z ogólnego stanu zdrowia i stosowanych leków.

Często fanatycy nieszczepienia dzieci na nic, powołują się na badania i pracę znanej lekarki prof. Marii Doroty Majewskiej. Dodam na marginesie, że jej opracowania są bardzo popularne na tematycznych portalach związanych ze spiskami, NWO (New World Order), New Age i innymi takimi podobnymi. Prof. Majewska pokazywana jest jako bojowniczka o prawdę i ostatnia nadzieja w walce ze spiskiem koncernów farmaceutycznych. Przyznam szczerze, że wiele tez pani profesor jest jak najbardziej trafnych i sam je popieram. Zresztą pani doktor zaprzecza jakoby jej działania prowadzić miały do likwidacji szczepień ochronnych także tych obowiązkowych. No ale siłą rzeczy stała się guru dla ekoterrorystów spod znaku nieszczepienia dzieci.

Okazuje się, że nawet Polskie Towarzystwo Wakcynologiczne napisało list otwarty do prof. Majewskiej, w którym krytykują jej wypowiedzi medialne dotyczące m.in. szczepień. Czytamy w nim: Chcemy podkreślić, że osoba zatrudniona w państwowej instytucji naukowo-badawczej i naukowiec z tytułem profesora wypowiadając się publicznie i tak jednoznacznie na tematy medyczne, musi opierać stwierdzenia na rzetelnej analizie systematycznie zebranych wszystkich danych naukowych o najwyższej z dostępnych wiarygodności (badania kliniczne z randomizacją lub badania obserwacyjne analityczne: kohortowe, kliniczno‑kontrolne, lub ich metaanalizy) i nie mylić hipotezy badawczej z dowodem naukowym. Każda hipoteza wymaga bowiem udowodnienia w badaniach, których metodyka musi być adekwatnie dobrana do rodzaju pytania klinicznego. Ignorowanie najbardziej wiarygodnych z dostępnych i aktualnych wyników badań klinicznych oraz wybiórcze przedstawianie danych należy uznać za przejaw nierzetelności naukowej. Nie można również publicznie epatować hipotetyczną szkodliwością szczepień, bez wspomnienia o realnym ryzyku poważnych konsekwencji wynikających z rezygnacji z tej najbardziej efektywnej metody profilaktyki chorób infekcyjnych.

Cały dostępny list jest do przeczytania TUTAJ.  

Zapanowała jakaś niewytłumaczalna moda, na robienie wody z mózgu. Portal wakcynologiczny jasno podaje, że podstawowymi konsekwencjami zmniejszania liczby szczepionych dzieci jest wzrost zachorowań oraz poważnych powikłań chorób, przed którymi można się uchronić stosując szczepienia. Przez taką ignorancję nigdy nie usuniemy z życia społeczeństwa pospolitych, średniowiecznych chorób. Dlaczego w XXI wieku powraca gruźlica, polio, ospa i inne świństwa? Ano właśnie dlatego. To nie  rodzice nieszczepiący swoje pociechy, ale właśnie ich DZIECI ponoszą bezpośrednie konsekwencje tych czynów. Na poparcie tych słów fragment z Dziennika Zachodniego: - Utrata zaufania do szczepień, także obowiązkowych dla dzieci, jest jak choroba zakaźna. Szerzy się głównie przez internet i z ust do ust. Musimy zacząć tę chorobę zwalczać. W przeciwnym wypadku, czeka nas powrót niektórych chorób zakaźnych - mówi dr Paweł Grzesiowski, członek PTW. Jego zdaniem, jeśli dziś jakikolwiek lekarz albo naukowiec podważa wartość szczepień, łamie podstawową zasadę etyki zawodowej, jaką jest dbałość o bezpieczeństwo pacjenta. Specjaliści ostrzegają także, że jeśli w każdym roczniku nie zaszczepi się co dziesiąte dziecko, to już po pięciu latach będzie w Polsce aż 20 tys. dzieci podatnych na zakażenie. A to wystarczy, żeby wybuchła epidemia np. odry czy krztuśca. 

Ciekawie wyglądają także komentarze pod artykułem w Gazecie Wrocławskiej, którą na początku zacytowałem. Pisownia oryginalna.


Henryk nie frustrat (gość)  •
Oczywiście pseudointelektualne, pustostany rodzicielskie, ekooszołomy i inne ameby zaraz napiszą, że szczepienia są złe, że powodują choroby i autyzm. Puknijcie się w głowę. Wytłumaczcie teraz rodzicom tego dziecka co się stało. Minusujcie sobie do woli pseudo modziarze zdrowego trybu życia. Mdli mnie jak dziecko cierpi z powodu takiego podejścia nieodpowiedzialnych rodziców. Wstyd. 

bic (gość)  •
to były czasy kiedy szczepienia były obowiązkowe i pilnowano tego. Rówieśnikom moim i mojego dziecka szczepionki nie zaszkodziły, wręcz odwrotnie. Przez durną modę wrócimy do czasów kiedy szczepionki nie były znane i ludzie umierali na choroby, na które teraz dzięki szczepionkom mało kto choruje. 

Dread_Knight (gość)  •
Miałem podobną sytuację ale mi/nam dyspozytor z pogotowia poradził żeby wsadzić dziecko do samochodu i wieźć do szpitala we własnym zakresie; tak też zrobiliśmy i nie chcę dywagować "co by było gdyby było" no a teraz czas na konkluzje. Myśle że czas zadbać o edukację operatorów nr pogotowia i uwrażliwienie ich że dziecko jest kimś baaaaaardzo kruchym i baaaaardzo ważnym.Pozdrawiam Marcin 

Joka (gość)  •
Zaczyna się straszenie ludzi przez media żeby zrobić zamieszanie, na zachodzie podaje się ile statystycznie dzieci umiera z powodu błędu lekarskiego,,, u nas takie zjawisko jest bardzo ukrywane.
Ponieważ coraz więcej ludzi jest świadomych czym są szczepionki i przestają szczepić się, to zaczęli przez media straszyć ,,, Od dawna wiadomo że strach rządzi ludźmi.
Dlaczego tak mało mówi się jak wzmocnić układ immunologiczy, jak zwiększyć odporność organizmu zwłaszcza u dzieci??? by mogły przejść łagodniej różne choroby.

Bobobororo (gość)  •
Trucizny,firm farmac...sa tym powodem,a nie ludzkie powiklania.Virusy,sa swiadomie wam wstrzykiwane dla kasy i....,a nie dla przezycia ludzkiej generacji w Polsce,capito ? 

Dyskusja o szczepieniach trwa w najlepsze. Jedynym chyba rozwiązaniem jest uspokojenie emocji. Nie przekonują mnie tezy i badania lekarzy amerykańskich, którzy mówią nie szczepić. Nie przekonują mnie także programy propagandowe aby szczepić dziecko na wszystko. Nie dajmy się zwariować i nie popadajmy w skrajności.

Moim marzeniem jest, aby zorganizować specjalny panel dyskusyjny, zaprosić specjalistów i porozmawiać merytorycznie o szczepionkach. I nie słuchać ekoterrorystów.


3 komentarze:

  1. Ale przeciw osęe wietrznej szczepi się tylko kilka procent dzieci, bo to szczepionka płatna. Na ospa party decydują się przede wszystkim szczepiący. Zresztą wystarczy posyłać dziecko do przedszkola i szkoły, tam panuje wieczne ospa party. Dzięki temu nie ma problemu z powszechnym chorowaniem przez dorosłych na półpaśca, bo muszą następować bezobjawowe reinfekcje żeby mieć dożywotnia odporność. Z tych powodów nie szczepi się masowo w Wielkiej Brytanii. Ale w Polsce ten wątek się nie przebije w mediach, bo nasi "eksperci" maja konflikt interesów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczepionka przeciwko ospie wietrznej jest w 100% refundowana przez miasto Wrocław. Warunek jest jeden - dziecko musi uczęszczać do żłobka lub przedszkola. Jak widać w tym opisanym artykule, właśnie dziecko nie było zaszczepione na nic. I zwykła wiatrówka plus kilka innych czynników spowodowały śmierć niewinnej istoty. A tak dodam tylko, że specjalne zarażanie dziecka np. ospą po to tylko, żeby już miało to za sobą, jest dla mnie zaspokojeniem ambicji rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dziecko po szczepionce wykazuje objawy autystyczne a też byłam odpowiedzialnym rodzicem...

    OdpowiedzUsuń